„-Nie jest to dla
ciebie przytłaczające? – zapytałam po kilku minutowej ciszy odkręcając głowę w
jego kierunku. Mokra, od wieczornej rosy, trawa delikatnie łaskotała odkryte
miejsca na moim ciele. Chłopak również skierował swój wzrok na mnie, a jego
brwi zmarszczyły się w dezorientacji.
-Co? – znów spojrzałam w niebo odnajdując najjaśniejszą z
gwiazd.
-Tylko spójrz – wskazałam palcem w górę – jesteśmy tylko
okruchem w tej nieskończoności. Ludziom wydaję się, że są władcami całego
Wszechświata, podczas gdy tak naprawdę jesteśmy tylko małym pyłkiem dryfującym
w nieskończonej jego przestrzeni – zatrzymałam się na chwilę. - A co jeżeli
jesteśmy tylko efektem ubocznym? Co jeżeli nigdy nie mieliśmy prawa istnieć?
-Czemu zastanawiasz się nad tym akurat teraz?
-Bo… chyba się boję.
-Boisz się?
-Że wszystko, co tutaj robię, robię na darmo. Teraz, mając
szesnaście lat zajmuję się tym, co kocham, ale to nawet nie jest połowa mojego
życia. Załóżmy, że po nim nie ma nic, a ja muszę wykorzystać te kilkadziesiąt
lat jak najlepiej, skąd mam wiedzieć, że nie robię tego źle?
-Bo nie robisz – zapewnił. Nasze dłonie odszukały się i
splotły ze sobą tworząc jedność. – A nawet jeśli, to na żałowanie swojej
młodości będziesz miała lata starości.
Znów zamilkli.
-Chciałbym być częścią
tych lat – szepnął gładząc kciukiem moją skórę. Dopiero po chwili zobaczyłam
spadającą gwiazdę i zorientowałam się, że jego słowa były jednocześnie jego
życzeniem.
-Chciałabym ci na to
pozwolić – powiedziałam równie cicho, co on.
-Kocham Cię, Daisy Cormier.
-Chciałabym kiedyś móc powiedzieć to samo do ciebie.
-Wiem i poczekam – przyrzekł – choćby miało to trwać
wieczność.”
___________
Witam, oto mój nowy blog, na którym rozdziały będą pojawiać się w każdą sobotę, mam nadzieję, że będzie się Wam podobać xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz